środa, 16 lipca 2014

2. All fall down

Siedziałem w parku na starych schodkach w cieniu drzew. Pogoda była na prawde jesienna. Pełno złotych i miedzianych liści leżało na ziemi a wiatr rozwiał mi włosy. Nie byłem zbyt grubo ubrany. Czarne rurki, trampki, biała koszulka z krutkim rękawkiem i szary sweterek. Chłód nie przyjemnie przeszywał. Chwilami słońce wyglądało zza chmur nie dając jednak ciepła.
Jakieś dzieciaki jeździły rowerami po stromych górkach i dwie osoby siedziały na ławce. Prawie idealna cisza. Gryzmoliłem coś w szkicowniku, jakaś mroczna lub posępna postać w jesiennym lesie. Co jakiś czas zerkałem do okoła by oderwać wzrok od kartki. Poprawiłem okulary na nosie. Miały czerwone oprawki. Wyglądały jak okulary Grella z Kuroshitsuji. Odgarnąłem z oczu czarną grzywkę i gryzmoliłem dalej. Po jakimś czasie od wiatru zaczęły boleć mnie uszy. Było mi na prawde zimno.
Po schodach tulały się liście, ale stare drzewa nadal dawały duży cień. Schowałem szkicownik do torby i zazuciłem ją na ramie. Ruszyłem powoli w dół schodów. Byle jak najszybciej do domku.
***
Leżałem na swoim łóżku rozmyślając nad ostatnimi wydarzeniami. Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Zastanawiałem się nad tym jak tam będzie. Czy nowa szkoła przyniesie również nowe zmartwienia. Czy będą mnie w niej gnębić jak w poprzedniej.
Otworzyłem okno i wyjrzałem na zewnątrz. Liście na drzewach robiły sie już żółte i wiatr zawiewał chłodno. Odetchnąłem głęboko przymykając powieki. Mikey ostatnio był taki spokojny i nie kręcił się po moim pokoju i po całym domu. Całe szczęście.
Postanowiłem troche pozwiedzać, w końcu całe wielkie drugie piętro było tylko moje, a było tu dużo pustych pokoi i pomieszczeń. W sumie nie wiem po co nam taki duży dom, ale zawsze można to jakoś wykożystać.
Na samym końcu coraz ciemniejszego korytarza był chyba strych sądząc po drzwiach. Obok mojego pokoju łazienka, i wzdłóż korytarza kilka par drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz