Słońce leniwie wyglądało zza chmur. Droga którą jechaliśmy wiodła przez lasy i w tym momencie byłem w stanie narzekać nawet na to, choć lubiłem takie miejsca. Patrzyłem w przednią szybę auta i cieszyłem sie że Mikey siedzi za mamą i że nie jestem też obok niego. Oparłem łokieć o okno i przycisnąłem się policzkiem do szyby. Jazda samochodem zawsze mnie usypiała. I być może zasnąłbym, gdyby tylko Mikey potrafił się opanować... Co chwile coś irytująco trącało mnie w głowe.
-Przestań we mnie rzucać bo przez okno wylecisz! . Krzyknąłem.
On tylko się zaśmiał, na szczęście papierki szybko mu się skończyły.
-Chodzący śmietnik... - mruknąłem pod nosem.
W ciągu następnych 20 minut Mikey tysiąc razy zapytał mame czy daleko jeszcze, aż zatrzymaliśmy sie pod sporym domem z ogrodem.
-Jesteśmy na miejscu chłopcy. - zawołała mama wysiadając z auta.
Obrzuciłem posesje posępnym spojrzeniem.
,,nie chce tu mieszkać - pomyślałem - nienawidze tej cholernej przeprowadzki"
Pomogliśmy mamie wnieść pozostałe toboły. Większość pudeł była już w środku. Zaklepałem sobie pokój na samej górze. W sumie to cała góra była moja bo mama i Mikey zajęli pierwsze piętro a parter to kuchnia, przedpokój, holl i salon z tarasem. Chyba, że komuś marzy się piwnica.
Mój pokój miał kremowo białą tapete w jakieś śmieszne ornamenty, meble w starym stylu z ciemnego drewna, nawet ładne, masywne i zdobnie rzeźbione. W rogu stał wielki brązowy fotel a obok niego stojąca lampa z abażurem w kolorze ecru ze złotymi zdobieniami. W oknach zawieszone były szkarłatne zasłony z atłasu. Drzwi do pokoju były masywne w kolorze sieny, podobnie jak deski na podłodze które czasem zaskrzypiały gdy kręciłem sie wśród porozstawianych na niej pudeł.
Rozpakowywanie zajęło mi sporo czasu, jednak efekt był satysfakcjonujący. Książki poukładane na regale, wszystkie ubrania i rupiecie w szafkach, na biórku przybory do szkicowania.
Rzuciłem sie na wielkie łóżko z wygodnym, miękkim materacem i podziwiałem efekt mojej pracy w promieniach zachodzącego słońca.
***
Musiałem przysnąć na jakieś 15 minut. Nawet dobrze mi to zrobiło.
W parku czuć już było jesienią. Nasz nowy dom znajdował się niedaleko parku. Wietrzyk zawiewał chłodno i słońce które zachodziło wydawało się takie odległe. Szwędałem się szukają własnego miejsca pośród tych starych drzew, może szukałem tu schronienia dla mojego zmęczonego szarą rzeczywistością umysłu. Wśród tej bezpiecznej zieleni. Po jakimś czasie wędrówki znalazłem idealne miejsce; była to spora górka lekko otoczona drzewami. Miałem z niej widok na cały park, strumień przezeń płynący i wydawałoby się odległe domki.
Usiadłem na wilgotnej od wieczornej rosy trawie i wpatrywałem się w słońce które odchodząc okrywało niebo czerwienią i świat do okoła lśniącym złotem. Rzucało śliczne cienie i złociste poświaty na drzewa, na trawe i na mnie.
Straciłem poczucie czasu i gdy się zorientowałem było już ciemno. Odetchnąłem chłodnym wieczornym powietrzem. Wstałem powoli i rozejżałem sie do okoła. Poczułem chłodny powiew i moje ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
,,czas już chyba wracać do domu'' - pomyślałem.
Miałem wrażenie jakby ktoś szedł za mną, jednak nie mogłem w tym mroku nikogo dostrzec. Byłem przemęczony, to przez przemęczenie. Jednak na samą myśl miałem gęsią skórke. Przyspieszyłem kroku.
***
Przez całą drogę dopuki nie dotarłem do oświetlonej części parku towarzyszyło mi dziwne uczucie, że ktoś za mną idzie.
Zrobiło mi sié tak jakoś dziwnie smutno, poczułem jakąś dziwną niewysłowioną pustkę. Dziwnie sie czułem w nowym domu, w nowym otoczeniu.
Łza zakręciła mi się w oku. Zamknąłem okno i położyłem się na łóżku. Ciężko mi było zasnąć a w nocy dręczyły mnie koszmary. To chyba normalne przy przeprowadzce.
-Przestań we mnie rzucać bo przez okno wylecisz! . Krzyknąłem.
On tylko się zaśmiał, na szczęście papierki szybko mu się skończyły.
-Chodzący śmietnik... - mruknąłem pod nosem.
W ciągu następnych 20 minut Mikey tysiąc razy zapytał mame czy daleko jeszcze, aż zatrzymaliśmy sie pod sporym domem z ogrodem.
-Jesteśmy na miejscu chłopcy. - zawołała mama wysiadając z auta.
Obrzuciłem posesje posępnym spojrzeniem.
,,nie chce tu mieszkać - pomyślałem - nienawidze tej cholernej przeprowadzki"
Pomogliśmy mamie wnieść pozostałe toboły. Większość pudeł była już w środku. Zaklepałem sobie pokój na samej górze. W sumie to cała góra była moja bo mama i Mikey zajęli pierwsze piętro a parter to kuchnia, przedpokój, holl i salon z tarasem. Chyba, że komuś marzy się piwnica.
Mój pokój miał kremowo białą tapete w jakieś śmieszne ornamenty, meble w starym stylu z ciemnego drewna, nawet ładne, masywne i zdobnie rzeźbione. W rogu stał wielki brązowy fotel a obok niego stojąca lampa z abażurem w kolorze ecru ze złotymi zdobieniami. W oknach zawieszone były szkarłatne zasłony z atłasu. Drzwi do pokoju były masywne w kolorze sieny, podobnie jak deski na podłodze które czasem zaskrzypiały gdy kręciłem sie wśród porozstawianych na niej pudeł.
Rozpakowywanie zajęło mi sporo czasu, jednak efekt był satysfakcjonujący. Książki poukładane na regale, wszystkie ubrania i rupiecie w szafkach, na biórku przybory do szkicowania.
Rzuciłem sie na wielkie łóżko z wygodnym, miękkim materacem i podziwiałem efekt mojej pracy w promieniach zachodzącego słońca.
***
Musiałem przysnąć na jakieś 15 minut. Nawet dobrze mi to zrobiło.
W parku czuć już było jesienią. Nasz nowy dom znajdował się niedaleko parku. Wietrzyk zawiewał chłodno i słońce które zachodziło wydawało się takie odległe. Szwędałem się szukają własnego miejsca pośród tych starych drzew, może szukałem tu schronienia dla mojego zmęczonego szarą rzeczywistością umysłu. Wśród tej bezpiecznej zieleni. Po jakimś czasie wędrówki znalazłem idealne miejsce; była to spora górka lekko otoczona drzewami. Miałem z niej widok na cały park, strumień przezeń płynący i wydawałoby się odległe domki.
Usiadłem na wilgotnej od wieczornej rosy trawie i wpatrywałem się w słońce które odchodząc okrywało niebo czerwienią i świat do okoła lśniącym złotem. Rzucało śliczne cienie i złociste poświaty na drzewa, na trawe i na mnie.
Straciłem poczucie czasu i gdy się zorientowałem było już ciemno. Odetchnąłem chłodnym wieczornym powietrzem. Wstałem powoli i rozejżałem sie do okoła. Poczułem chłodny powiew i moje ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
,,czas już chyba wracać do domu'' - pomyślałem.
Miałem wrażenie jakby ktoś szedł za mną, jednak nie mogłem w tym mroku nikogo dostrzec. Byłem przemęczony, to przez przemęczenie. Jednak na samą myśl miałem gęsią skórke. Przyspieszyłem kroku.
***
Przez całą drogę dopuki nie dotarłem do oświetlonej części parku towarzyszyło mi dziwne uczucie, że ktoś za mną idzie.
Zrobiło mi sié tak jakoś dziwnie smutno, poczułem jakąś dziwną niewysłowioną pustkę. Dziwnie sie czułem w nowym domu, w nowym otoczeniu.
Łza zakręciła mi się w oku. Zamknąłem okno i położyłem się na łóżku. Ciężko mi było zasnąć a w nocy dręczyły mnie koszmary. To chyba normalne przy przeprowadzce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz